Menu

HerstoriA

Moja historia, czyli to co lubię i interesuje mnie w historii. Blog Anny Nowakowskiej-Wierzchoś. Archiwistki.

Dzienniki z wielkiej wojny

fraulein

W 2014 roku obchodziliśmy setną rocznicę wybuchu I wojny światowej. Z tej okazji pojawiło się wiele wystaw, projektów historycznych, filmów oraz publikacji. W jaki sposób mogą uświetnić tak ważną rocznicę Archiwa Państwowe? Otóż pokazując co mają na temat Wielkiej Wojny w swoim zasobie.

fotor_6

 

I tak Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych zainicjowała serię wydawniczą Wielka Wojna - Codzienność Niecodzienności. Jej celem jest pokazanie wojny z perspektywy społeczeństwa polskiego, zawartej w pamiętnikach, dziennikach i korespondencji. Według założeń Rady Programowej Serii współczesny czytelnik będzie mógł przekonać się o zmianach w świadomości przodków, budowaniu poczucia tożsamości narodowej Polaków, ale też o przeobrażeniach zachodzących w świecie zaobserwowanych przez ludzi nieuczestniczących w wielkiej polityce.

Czytając list z dawnych lat, pamiętnik, autobiografię - spotykamy się z drugim człowiekiem, cierpliwie słuchamy jego zwierzeń. Czas ożywa wówczas nie w faktach, bo te odeszły i nigdy nie zdarzą się powtórnie, ale w emocjach, bo te żyją między pożółkłymi stronami, w niegdysiejszych ludzkich nadziejach i obawach, w czyichś zachwytach i czyjejś trwodze jak piszą w Przedsłowiu do tomu I członkowie Rady Naukowej Jerzy Kochanowski, Grzegorz Leszczyński i Grzegorz Mędykowski. To Przedsłowie mnie zaskoczyło swoją sympatią wobec losów zwykłego człowieka, jego lęku o swoje życie i troski o bliskich w obliczu wielkiej apokalipsy, docenieniem biografii tych, którzy nie mają biografii.

Na początek serii zaproponowano jednak Trochę się zazdrości tym, co nie dożyli tych czasów... dziennik hrabiny Ludwiki Ostrowskiej z Maluszyna, która nie tylko martwi się o ceny chleba, ale i zniszczony przez wojsko trawnik i brak alkoholu na święta. Martwi się także o kobiety i dzieci, które zostały jej powierzone pod opiekę, podczas gdy mężczyźni - ogrodnicy, stróże folwarczni - poszli na wojnę. Zastanawia się co ta wojna przyniesie, obserwując przemarsze obcych wojsk widzi w żołnierzach po prostu zwykłych ludzi. I jak wielu ówczesnych Polaków nie zapałała chęcią do rodzących się Legionów Polskich myśląc, że to przykrywka do pociągnięcia do innych celów.

Kolejny tom serii Ta wojna zmieni wszytko...dziennik Janiny Gajewskiej to spojrzenie kobiety z zupełnie innego środowiska niż Ludwika Ostrowska. Gajewska pochodziła ze zubożałej szlachty, jej ojciec był zarządcą ziemskim, a Janina w młodym wieku, po kursach buchalteryjnych, podjęła pracę. Była dobrze wykształcona i oczytana w literaturze obcej, interesowała się filozofią. Wojnę obserwowała z Warszawy, kreśląc z ojcem na mapie kształt przyszłej Polski, martwiąc się o rodaków walczących przeciwko sobie, opisując głód i nędzę ludności miasta. Gajewska miała naturę przekorną. Kiedy jej rówieśnice szły na front służyć jako sanitariuszki, Gajewska nie chciała, gdyż stało się to nieomal modnym sportem, rozlewanie zup było zbyt błahe, więc podjęła się nauki analfabetów. Ten dziennik to, jak pisze Anna Wajs, obraz dojrzewania indywidualnego, społecznego młodej intelektualistki, świadomej swojej odpowiedzialności i wartości.

fotor_8

 

Oba tomy są bardzo starannie wydane i bogato ilustrowane. Dziennik Ostrowskiej uzupełniają zdjęcia rodzinne, w przypadku Gajewskiej zachowało się jedynie jedno zdjęcie autorki, jednak tom wzbogacono fotografiami Warszawy, plakatów wojennych i prasy. W obu znajdziemy skany oryginalnych dzienników. Przypisy rzeczowe zawarto na końcu tomów, na marginesie umieszczając jedynie informacje o przekreśleniu, podkreśleniu czy dopisaniu. Każdy tom uzupełniono bibliografią i notą edytorską. 

Czekam na kolejne tomy z serii. Być może tym razem pisane z jeszcze innej perspektywy.

Trochę się zazdrości tym, co nie dożyli tych czasów... Dziennik Ludwiki Ostrowskiej z Maluszyna, opracowanie Jarosław Kita, Piotr Zawilski, Warszawa 2014

Ta wojna zmieni wszystko... Dziennik Janiny Gajewskiej, opracowanie Anna Wajs, Warszawa 2014

Walizki z aktami

fraulein

Ponieważ są właśnie wakacje i wszyscy się pakują albo będą pakować na jakieś wojaże, to wrzucam dziś zdjęcia walizek.

walizki z aktami

Walizek nieprzypadkowych, bo w nich oto do archiwum trafiły akta. Często się zdarza, że rodziny przekazujące spuścizny po zmarłych nie bardzo wiedzą w co mają spakować zalegające mieszkanie papiery, książki i pamiątki o znaczeniu innym niż sentymentalne. I pakują w co mają pod ręką - reklamówki, kartony po różnych produktach spożywczych i gospodarstwa domowego, niepotrzebne torby na zakupy, małe podróże i drobiazgi codzienne. Czasem pomocą służą archiwiści, przywożąc specjalne skrzynie, worki i pudła. Oraz profesjonalny personel ;) do pakowania.

Co ciekawe najczęściej w walizkach trafiają spuścizny po działaczach emigracyjnych z Wielkiej Brytanii lub Stanów Zjednoczonych. Widocznie na Zachodzie dłużej utrzymała się kultura podróżowania z walizkami, która w Polsce na pewien okres, mam takie wrażenie, zamarła. Odradza się teraz, wraz z coraz większa mobilnością lotniczą naszych rodaków.

walizka z aktami

Powyższe walizki pochodzą ze Stanów Zjednoczonych, a dokładniej z Nowego Jorku, o czym informuje wewnętrzna metka. Wynika z niej, że zostały wyprodukowane na samych Bronksie. Jeszcze nie znam się na wzornictwie, ale sadząc po tworzywie walizki i metce, powstały w latach 60-70.

Udanych wakacji! Obfitujących w ciekawą lekturę, refleksje i obrazy historyczne! Byle bez przesady i patosu!

Noor Inayat Khan

fraulein

Przy okazji pisania recenzji pewnej książki zebrałam informacje o pewnej ciekawej agentce SOE. Księżniczce pacyfistce.

Noor Inayat Khan          

W jej życiorysie nic nie jest proste. Poplątane korzenie, przypadkowe miejsca na linii życia, wykluczające się fakty. Wychowana we Francji, córka pochodzącego z Indii Brytyjskich muzułmanina i Amerykanki, która życie poświęciła podpalając Europę. „Egzotyczna piękność”, „najłagodniejsza bojowniczka”.

Noor-un-Nisa Inayat Khan

Noor Inayat Khan (czyt. Nur Inajat Chan) to potomkini wielkiego rodu. Jej przodkiem był żyjący w XVIII w. Tipu Sultan, wykształcony władca Majsuru (dzisiejsze płd. Indie) – poeta i zdolny strateg wojenny, znany równie jako Tygrys Majsuru. Do historii przeszedł dzięki wielokrotnie odnoszonym sukcesom w walce z wojskami brytyjskimi. Dał się poznać jako tolerancyjny władca, który na swoim terytorium pozwolił wybudować pierwszy kościół. Ojciec Noor, Hazrat Inayat Khan, był sufickim mistykiem, przywódcą muzułmańskiej gminy na terenie dzisiejszego Pakistanu oraz cenionym muzykiem. Podróżował po świecie, propagując idee sufickie i pozyskując wyznawców do swojej wspólnoty religijnej, a także koncertując. W czasie wyprawy do Stanów Zjednoczonych poznał swoją żonę, Amerykankę Orę Ray Baker, która wkrótce przyjęła muzułmańskie imię Amina Begam. Sława Hazrata dotarła do samego Rasputina, który zaprosił małżonków do Rosji. Przed obliczem cara Mikołaja, Hazrat objaśniał suficką doktrynę miłości i pokoju. Wizyta u cara zamieniła się w dłuższy pobyt, został bowiem doceniony jako muzyk i otrzymał posadę w moskiewskim konserwatorium. Tam też 1 stycznia 1914 r. przyszła na świat Noor Inayat Khan (właściwie Noor-un-Nisa Inayat Khan, używa się również Noor-un Inayat Khan. Noor w języku arabskim oznacza „blask, światło”, natomiast Noor-un-Nisa można tłumaczyć jako „blask kobiety/kobiecości”). Oczywiście, według legendy urodziła się na samym Kremlu. Po wybuchu I wojny światowej i początku wrzeń rewolucyjnych rodzina przeprowadziła się jednak do Londynu, gdzie urodziła się trójka jej młodszego rodzeństwa. W stolicy Wielkiej Brytanii rodzina przebywała do 1921 r. kiedy rodzice Noor podjęli decyzję o przeprowadzce do Paryża.

We Francji Noor odebrała solidne wykształcenie, najpierw ukończyła liceum w podparyskim Saint-Cloud, a następnie psychologię dziecięcą na Sorbonie. Zgodnie z rodzinną tradycją uczyła się grać na instrumentach muzycznych, m.in. na harfie i sitarze. Miała również talent pisarski, układała historyjki dla dzieci, które znalazły się na łamach „Le Figaro” i na falach Radia Paryż. W 1939 r. wyszła jej książka Vingt contes des vies passées du Bouddha Jātaka (Dwadzieścia opowieści o poprzednich wcieleniach Buddy) – zbiór zainspirowanych buddyzmem opowieści ze zwierzęcymi bohaterami, rozgrywających się w krajobrazie Półwyspu Indyjskiego. Prawdopodobnie nie osiągnęłaby tego wszystkiego, gdyby nie pomoc wyznawców i przyjaciół ojca, którzy po śmierci Hazrata Inayat Khana zaopiekowali się muzułmańską księżniczką.

Pomimo tego, że jej matką była Amerykanką, że wychowała się i wyedukowała w Europie, Noor pozostawała przywiązana do religii i mistycyzmu Wschodu. Wszystkie dzieci z rodziny Khan pozostawały pod wpływem ojca, ceniły religijność i idealizm, pomimo iż ojciec zmarł w 1927 r., kiedy najstarsza, Noor miała 13 lat.

Noor3

Źródło: http://www.noormemorial.org/gallery/JPEG/NoorPassport1934.jpg

Nora Baker

Po rozpoczęciu II wojny światowej Noor przeszła przeszkolenie pielęgniarskie, a następnie otrzymała pracę w szpitalu dziecięcym. W czerwcu 1940 r., po wkroczeniu wojsk niemieckich do Francji, wraz z matką i siostrą przedostały się do Belgii, a następnie kutrem rybackim na Wyspy Brytyjskie. W Anglii pozostawała bez środków do życia. Jednym ze sposobów na zdobycie pieniędzy w tych trudnych czasach było wstąpienie do WAAF (Women's Auxiliary Air Force, Kobieca Pomocnicza Służba Lotnicza), co też Noor uczyniła w listopadzie 1940 r. Jej decyzja była podyktowana nie tylko trudną sytuacją finansową, ale także chęcią walki przeciwko Niemcom okupującym ulubioną przez nią Francję. Młodszy brat Noor, Vilayat, zgłosił się na ochotnika na pilota RAF. Oboje doszli do wniosku, że wobec ataku tyrana, jakim był Hitler, wyznawana przez nich doktryna „non-violence” jest niewystarczająca. Noor po przeszkoleniu radiotelegraficznym w Edynburgu trafiła do pracy na jednym z lotnisk wojskowych. Jej zadanie polegało na utrzymywaniu kontaktu z pilotami bombowców. Tam zyskała przydomek „Bang Away Lulu”, ponieważ bardzo energicznie uderzała młoteczkiem w czasie nadawania alfabetem Morse’a. Zapamiętano, iż niezależnie od pory dnia czy długości zmiany zachowywała energię i przytomność umysłu. Według kolegów miała w sobie coś ciepłego, pozytywnego. Najwyraźniej praca radiotelegrafistki nie była satysfakcjonującą, po półrocznej służbie Noor, pracująca w WAFF jako Nora Baker, poprosiła o przeniesienie do bardziej ambitnych zadań. Wiosną 1942 r. została wysłana do obozu szkoleniowego Campton Basset, gdzie przez kilka tygodni szkoliła się jako operator tajnej radiostacji i gdzie miała możliwość tworzenia własnych kodów i analizowania przekazywanych informacji.

WAAF był miejscem rekrutacji dziewcząt i kobiet do zadań bardziej wymagających i niebezpiecznych. Funkcjonariusze wywiadu brytyjskiego uważnie przyglądali się radiooperatorkom przyjmującym meldunki o lokacji samolotów brytyjskich, nadających rozkazy dla podniebnych żołnierzy. W październiku 1942 r. (lub 8 II 1943) Noor została zwerbowana do Special Operations Executive (SOE, Kierownictwo Operacji Specjalnych) sekcja F (France), czyli grupy agentów wywiadu wojskowego. Ich celem miała być walka w ukryciu do czasu rozpoczęcia regularnych operacji wojskowych, a przede wszystkim wsparcie logistyczne i materialne walczącej już we Francji partyzantki. Kandydatką do na agentkę mogła być kobieta spełniająca pewne warunki - biegle mówiąca po francusku, obyta z kulturą i obyczajami Francji i w przeszłości tam mieszkająca.

W przeciwieństwie do innych agentek Noor od samego początku była poinformowana, na czym będzie polegać jej praca. Jak głosi legenda, miała wzbudzić zaufanie jednego z asów brytyjskiego wywiadu swoją ostrożnością, sumiennością i nieziemską cierpliwością. Rzeczywiście, cechy te były niezwykle przydatne w pracy w wielostopniowej konspiracji. Agentka na czas szkolenia musiała przyjąć drugą tożsamość, a jeśli pozytywnie przeszła weryfikacje pod kolejnym przybranym nazwiskiem i pseudonimem, działała na terenie Francji. Agentki musiały być tak wyszkolone, aby zaczepione na ulicy czy wyrwane ze snu odpowiadały na pytania zgodnie z właściwą na daną chwilę tożsamością. Pod fałszywym nazwiskiem i nieprawdziwą historią życia, obserwowane przez zwierzchników, wyruszały z pierwszą misją na terenie Anglii, gdzie miały np. nawiązać kontakt, zorganizować lokal konspiracyjny. I jeśli cele te osiągnęły, nie wzbudziły podejrzeń, to i tak wpadały w ręce kontrwywiadu. Jeżeli w czasie przesłuchania nie zdradziły kim są, nadawały się do dalszej pracy. Wyszkolenie agentki obejmowało także ciężki trening fizyczny. Czołganie w błocie pod zasiekami i świstem kul, wspinaczka górska, strzelanie z broni krótkiej, odpalanie ładunków wybuchowych, zadawanie celnych ciosów nożem i, oczywiście, skakanie ze spadochronem. Musiały opanować gubienie pościgu i z każdego miejsca pobytu opracować drogę ucieczki. A także jak przetrwać długie przesłuchania i tortury... Jak wspominał jeden z agentów SOE, w czasie szkolenia kobiety zawsze pierwsze skakały ze spadochronem, bo według dowódców miało to motywować mniej przykładających się i ociągających kursantów. Kobiety z kolei chciały udowodnić, że nadają się, że nie są gorsze od kolegów. Samo dopuszczenie ich do takiego szkolenia i treningu było prawdziwym przełomem, możliwym tylko w warunkach wojny, kiedy dla ojczyzny w potrzebie łamie się obowiązujące normy społeczne.

Noor1

Źródło: http://www.noormemorial.org/shop.php

Jeanne Marie Regnier „Madeleine”

Wybór Noor Inayat Khan na agentkę SOE do dziś wzbudza zdziwienie. Do końca swojego życia pozostawała pod wpływem religii i filozofii, która nie pozwalała jej używać broni palnej, łatwo, wręcz poddańczo, ulegała autorytetom. Jej francuski, pomimo edukacji w tym kraju, naznaczony był obcym akcentem. Wyróżniała się kolorem skóry i urodą, które zbyt zapadały w pamięć, aby mogła stać się „niewidzialną”. Mimo to została wybrana do elitarnej 39 osobowej grupy agentek sekcji F. Noor, jako Jeanne Marie Regnier, pseudonim Madeleine, została, jako pierwsza wyszkolona radiooperatorka, zrzucona na Francję 17 czerwca 1943 r., trzy dni później tą samą drogą dostarczono jej narzędzie pracy. Jeanne Marie, tak jak Noor, była absolwentką psychologii dziecięcej i jako niania pracowała przed wojną u francuskiej rodziny nieopodal Bordeaux. Noor została przydzielona do siatki PROSPER, podgrupy PHONO, działającej na terenie Masywu Centralnego, a więc w okupowanej części Francji.

Na terenie Francji już od początku postępowała niezgodnie z zasadami. Zaraz po wylądowaniu nie zgłosiła się do zalecanego przez organizację miejsca zamieszkania Le Mans, gdzie czekali na nią pozostali członkowie siatki. Być może to akurat ocaliło jej życie, ponieważ w docelowym miejscu czekali na nią również agenci SD (Sicherheitsdienst, Służba Bezpieczeństwa). Niestawienie się agentki w oczekiwanym miejscu wywołało zamieszanie w szeregach niemieckich, gdzie na moment stracono zaufanie do własnych źródeł informacji. Noor trafiła do PROSPERA w najgorszym momencie, kiedy siatka była już mocno zinfiltrowana. Jeanne Marie nadawała w tym czasie z Paryża, informując Londyn o aresztowaniach towarzyszy, w tym dowódców siatki, które nastąpiły tydzień po wylądowaniu Noor. Już wtedy zalecano jej, aby jak najszybciej powróciła na Wyspy. Mimo to została, by pomagać tym, co zostali, odtworzyć struktury a także ukrywać osoby spalone.

Noor4

http://www.noormemorial.org/noor.php

 

W Paryżu Noor musiała nadawać meldunki dwukrotnie szybciej niż jako pracownica WAAF. Mimo to już pod koniec lipca niemieckie służby odszyfrowały jej podpis „Madeleine”. W sierpniu pozostawała już jedyną osobą z siatki, która nie trafiła w ręce okupanta. Niemcy przez czas prowadzili nasłuch na wszystkich możliwych częstotliwościach. Po większych miastach, na przykład Paryżu, kursowały specjalnie przygotowane samochody wychwytujące nawet najsłabszy sygnał z precyzją do 200 metrów. Jeśli radiotelegrafistka nie zdążyła zakończyć nadawania meldunku, istniało niebezpieczeństwo, iż trafią do niej technicy z detektorami w ręce. Stąd też ważnym elementem pracy radiotelegrafisty było odpowiednie ukrycie radiostacji. Niestety wiele agentek, w tym Noor, przechowywała dowód winy we własnym mieszkaniu.

Jeanne Marie nie stosowała się bowiem do metod wyniesionych ze szkolenia. Potrafiła postawić w publicznym miejscu torbę z szyframi, otwarty notatnik z odszyfrowanymi informacjami, utrzymywała kontakt z rodziną i osobami, które znały jej prawdziwą tożsamość. Ale z drugiej strony miała ponadprogramową ilość kryjówek, których nie znali nawet jej współpracownicy z PROSPERA. Z tego powodu nie udało się jej odwołać do Londynu, ponieważ łącznik nie wiedział, jak i gdzie jej przekazać, iż leci po nią samolot.

Miała skłonność do brawury. Niemiecka autorka prac o agentach SOE, Monika Siedentopf, przytacza historię, jak pewnego razu Noor/Jeanne Marie próbowała umieścić na drzewie antenę, aby mieć lepszy zasięg. Przechodzący obok niemiecki żołnierz zapytał ją, co robi. Agentka niczym niespeszona miała wyjaśnić, iż jest to linka do rozwieszenia prania i poprosiła Niemca o pomoc w zahaczeniu jej na wysokiej gałęzi. Historyjka ta jest zaprzeczeniem opinii kolegów ze szkolenia, którzy odmawiali Noor inteligencji, impulsywność oraz nieradzenie sobie z trudnościami. Dla ścisłości historycznej należy zaznaczyć, że SOE, począwszy od działających w terenie agentów po najwyższe dowództwo, do dziś ma opinię zbiorowiska ekscentrycznych amatorów i awanturników, których metody prowadzenia walki budzą niejednokrotnie zdziwienie, niedowierzanie, ale i podziw. Ale być może takich niekonwencjonalnych ludzi było trzeba do owego, jak powiedział Churchill, „podpalenia Europy”. A błędy Noor nie wykraczały poza pewien standard wypaczeń agentów SOE.

Nie tylko błędy agentów mogły zadecydować o ich i cudzym życiu. W lokalnych społecznościach mieszkańcy często odkrywali, kim naprawdę są nagli przybysze. Z powodów finansowych, konfliktów towarzyskich i zapewne również ze strachu denuncjowali podejrzanych gości oraz osoby utrzymujące z nimi kontakt.

Dnia 8 października 1943 r. Noor została aresztowana we własnym mieszkaniu. Prawdopodobnie zdradziła ją zazdrosną o jej urodę kobieta, siostra jednej z jej francuskich łączniczek. W dniu aresztowania zaobserwowała podejrzanych mężczyzn przechadzających się pod jej kamienicą. Jak na prawdziwego agenta przystało, zrobiła obchód okolicy, żeby zorientować się, czy w sąsiedztwie nie widać innych niepokojących zjawisk. Kiedy wróciła i nie zauważyła już podejrzanych osób, weszła do budynku i do mieszkania, gdzie czekała na nią zasadzka. W mieszkaniu agenci SD znaleźli wspomnianą już radiostację i klucz do niej, a przede wszystkim notatnik, w którym odnotowywała wszystkie nadane meldunki – zaszyfrowane i nie. Dzięki temu niemiecki agent, który od dawna nasłuchiwał jej meldunków, bez problemu zmylił londyńskich odbiorców, naśladując sposób nadawania Noor. Przekazał do Londynu fałszywe informacje, które kosztowały życie kolejnych agentów brytyjskich zrzuconych na teren Francji prosto w ręce hitlerowców. Nieświadomi losów Noor oraz tożsamości radiotelegrafisty nadającego z Paryża szefowie SOE awansowali „Madeleine” do stopnia podchorążego WAAF (1 I 1944) oraz nominowali do odznaczenia orderem Member of the British Empire (27 III 1944). Według innej wersji Noor została zmuszona do nadawania błędnych informacji do Londynu i, wykorzystując nieuwagę Niemców, przekazała ostrzeżenie. SOE ten alarm zignorowało. Jak się okazało po wojnie, procedury bezpieczeństwa radiowego były wielokrotnie naruszane nawet przez najwyższe czynniki wywiadu.

Tajna więźniarka

Tymczasem po aresztowaniu Noor przetrzymywano dwa miesiące w głównej siedzibie SD w Paryżu przy prestiżowej Avenue Foch. Nie był to specjalnie ciężki areszt, skoro Noor dwukrotnie, raz samodzielnie, próbowała uciec. Co ciekawe, nie została w żaden sposób ukarana. W czasie przesłuchań nie była również torturowana. Najwyraźniej niemieccy agenci nie liczyli na wydobycie z niej żadnych informacji ponad to, co już wiedzieli wcześniej. I doskonale zdawali sobie sprawę, kim naprawdę jest więźniarka. Ona uparcie twierdziła, iż nazywa się Nora Baker, ale czy jej rozmówcy wiedzieli, że nie jest również Jeanne Marie Regnier „Madeleine” tylko księżniczką? Czy wówczas potraktowaliby ją znacznie łagodniej? Kłopotliwa, skora do ucieczek więźniarka, została przewieziona do więzienia w Pforzheim na pograniczu francusko-niemieckim. Przez 10 miesięcy przebywała w pojedynczej celi, zamkniętej podwójny drzwiami tłumiącymi wszelkie dźwięki. Ręce i stopy skuto jej kajdankami a następnie połączono dodatkowym łańcuchem, który uniemożliwiał jedzenie i samodzielną toaletę. Traktowanie Noor było zgodne z wytycznymi tajnego dekretu z 1941 r. Nacht und Nebel (Noc i Mgła). Na podstawie członkowie antynazistowskiej opozycji w państwach Europy Zachodniej mogli być aresztowani i deportowani do Rzeszy, gdzie czekała ich kara śmierci lub obóz koncentracyjny. Nie mogli się kontaktować ze światem, a o ich śmierci nikt nie miał prawa się dowiedzieć. Zgodnie z tą doktryną, 11 września 1944 r. Noor, która znów Niemcom przestawiała się jako Nora Baker, została przewieziona do Dachau, gdzie dwa dni później zginęła. Jeden ze świadków egzekucji, w czasie powojennych procesów opowiadał, iż kobiety przed rozstrzelaniem bito i odzierano z odzieży wierzchniej. Noor Inayat Khan została praktycznie w samych kajdankach, powalono ją na ziemię, wyzywano, upokarzano i kopano. Skuloną z bólu rozstrzelano, zwłoki zostały spalone. Podobno jej ostatnim słowem był „Liberté” (fr. wolność).

Zastosowanie Nacht und Nabel było niezgodne z konwencją genewską, której podlegali wszyscy żołnierze wszystkich armii walczących na świecie. Konwencja ta zapewniała jeńcom wojennym opiekę sanitarną, humanitarne traktowanie i wymianę informacji na temat miejsca ich przebywania. Ale dla Niemców agenci SOE walczący we francuskim ruchu oporu, podobnie jak ich miejscowi camarades, nie byli żołnierzami a zwykłymi cywilnymi przeciwnikami Rzeszy czy nawet traktowano ich jako zwykłych szpiegów. Agentki SOE, pomimo iż miały stopnie oficerów, nie mogły zatem liczyć na oczekiwanie końca wojny w obozie jenieckim. Dopiero uczestniczki Powstania Warszawskiego, wraz z towarzyszami broni, zostały potraktowane jako członkinie regularnej armii niezależnego państwa i objęte ustawami konwencji genewskiej.

Noor21

http://www.noormemorial.org/photos.php

 

Pierwsza egzotyczna bohaterka narodowa

Noor Inayat Khan została pośmiertnie uhonorowana najwyższym cywilnym odznaczeniem brytyjskim George Cross (Krzyżem Jerzego) oraz francuskim Croix de Guerre (Krzyżem Wojny).

Mimo ewidentnych błędów popełnionych przez agentkę, Noor wciąż jest w Wielkiej Brytanii oraz na subkontynencie indyjskim otoczona legendą. Legenda ta narodziła się już w latach 50. XX w., kiedy jej towarzysze broni zaczęli publikować wojenne wspomnienia. Na jej temat powstały zarówno naukowe książki historyczne, lekkie powieści sensacyjne, jak i filmy fabularne. Liczne, dostępne również w Internecie, biogramy przedstawiają ją jako niezłomną bohaterkę, skazaną na okrutną śmierć. Nie ma w nich informacji o jej wpadkach, które kosztowały życie innych przeszkolonych agentów.

Została otoczona legendą między innymi z powodu swojego książęcego i egzotycznego pochodzenia oraz wyjątkowej urody. A przecież księżniczką była w zasadzie jedynie nominalnie, nie posiadała żadnego majątku, żadnych przywilejów, z których na rzecz wojny musiałaby rezygnować. W czasie symbolicznych uroczystości pogrzebowych w Londynie Geneviève de Gaulle Anthonioz, bratanica gen. de Gaulle’a, powiedziała o Noor: „Nic, ani jej narodowość, ani tradycje jej rodziny, nie zobowiązywały jej do udziału w tej wojnie. Jednak wybrała ją. To była nasza walka, którą prowadziła z niezwykłą odwagą”. Wielokrotnie podkreśla się z szacunkiem, iż Noor przezwyciężyła swoje religijne i etyczne uprzedzenia, by walczyć dla przybranej ojczyzny. Stała się wzorem wielokulturowości w słusznej sprawie.

Pomimo iż Noor nigdy nie odwiedziła ojczyzny ojca, żywo wierzyła w konieczność odzyskania niepodległości przez Indie Brytyjskie. Już jako członkini WAAF oznajmiła swoim szefom, że być może po zakończeniu tej wojny przyjdzie im walczyć przeciwko sobie w kolejnej. Możemy tylko zgadywać o jakie Indie chciała walczyć – muzułmańskie, hinduistyczne czy wieloetniczne? I jak odnalazłaby się w bratobójczych walkach, które nawiedziły subkontynent indyjski po wycofaniu się Brytyjczyków.

W Wielkiej Brytanii działa memoriał jej imienia (Noor Inayat Khan Memorial Trust), którego misją jest krzewienie idei pacyfizmu, wystrzegania się przemocy oraz życia w harmonii pomiędzy religiami i nacjami. Przede wszystkim prowadzi działalność na rzecz podtrzymywania pamięci o pochodzących z Indii Brytyjskich, niezależnie od wyznawanej religii, żołnierzach i żołnierkach (ok. 2,5 mln), których zasługi dla armii są wielokrotnie pomijane. Staraniem Memoriału dnia 8 grudnia 2012 r., na Gordons Square w Londynie, nieopodal miejsca zamieszkania Noor, księżniczka Anna odsłoniła odlane z brązu popiersie agentki. Po raz pierwszy w historii Wielkiej Brytanii indywidualnym pomnikiem upamiętniono Azjatkę, jedyną muzułmankę uznaną za zasłużoną dla dziejów tego kraju.

Korzystałam z:

Joffrin Laurent, Zapomniana księżniczka, Warszawa 2005

Siedentopf Monika, Agentki wywiadu w czasie II wojny światowej, Warszawa 2007

oraz opracowań o działalności SOE na terenie Francji

a także http://www.noormemorial.org/

 

© HerstoriA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci